Serwis Gądno <-> www.gadno.pl <-> Moryń
nav_bar Strona główna arrow Historia arrow Legenda o Wielkim Raku
REKLAMA na www.gadno.pl

 


 Strona główna
 Aktualności
 Historia
 Legenda o Wielkim Raku
 Gmina Moryń
 Architektura
 Przyroda
 Turystyka
 Sport
 Forum
 Księga gości
 Galeria
 Linki
 Kontakt
 Poczta
 Baza noclegowa
 Świetlica Wiejska

POLECAMY
POLECAMY
Oficjalny serwis Miasta i Gminy Moryń - www.moryn.pl
Oficjalna strona Miejskiego Ośrodka Kultury w Moryniu - www.mokmoryn.pl
Oficjalny serwis Morzycko Moryń
   
POLECAMY
KARATE KYOKUSHIN MORYŃ

Lubisz nas?
 Dodaj do ulubionych
 Ustaw jako startową

Kto jest online
Aktualnie jest 284 gości online


R E K L A M A







Admin Serwisu
www.gadno.pl
5052949
Malini@K

e-mail:
maliniak@gadno.pl

21808399
Sow@

e-mail:sowa@gadno.pl





Legenda o Wielkim Raku
 

 

Spośród mieszkańców grodu w Moryniu wzrostem, siłą i odwagą wyróżniał się młody RAK. Najlepszy rębacz, niechybny łucznik, górował nad innymi także szybkością biegu i umiejętnością pływania. A że do tego i pieśni znał mnóstwo, i zabawom wszelkim przewodzić umiał, ceniła go starszyzna, a młodzież w ogień by za nim poszła. On jednak marzył o sławie rycerskiej w obronie Ojczyzny. Nie czekał na to długo. Liczne zastępy wrogów z zachodu jak wezbrane fale zalały ziemię pomorską.

Ostrzeżeni płonącymi nocą łukami, mieszkańcy okolicznych wsi schronili się na czas w gródku, wespół z załogą odpierając ataki. Ale co znaczy garść obrońców wobec wielokrotnej przewagi wroga? Już i rąk do walki i grotów do strzał brakowało , więc bito wdrapujących się na wały włóczniami, spychano ich zaostrzonymi drągami, zrzucano potężne głazy, oblewano ukropem.

Brandenburczycy, zaskoczeni dzielną obroną Morynian, cofnęli się od murów, zabierając z sobą rannych i zabitych, i rozpoczęli oblężenie. Tymczasem w grodzie zjawił się wróg najstraszliwszy - głód. Upadły serca niektórych obrońców i o poddaniu się myśleć zaczęli

- Nie wytrzymamy dłużej jak dwa, trzy dni - szemrano.

- Jak nie od ran, to z głodu padniemy, ale cięższy będzie nasz los, gdy bezsilnych zbrojnie zagarną, niż gdy z dobrej woli na łaskę się zdam - dodawali inni.

- Żeby choć na posiłki a pomoc liczyć można!

Ale skąd pomoc gdy wezwać jej nie ma jak? Wąż się u grodu nie wśliźnie, ptak nie wyleci, by go nie ubito!

Zamyślił się Rak. Beznadziejność długiego oporu wiadoma była i jemu. Ale gdyby tak spróbować przedrzeć się a pomoc wezwać. Choć osłabiony walką i podniesionymi ranami, nie zawahał się.

- Ja pójdę po pomoc, jeno ślubujcie, że trzy dni jeszcze utrzymacie! - krzyknął.

Porwani jego zapałem obrońcy głośnym okrzykiem potwierdzili obietnicę dalszej obrony.
Późnym wieczorem, nóż jeno jako jedyny oręż zabierając ze sobą, zsunął się z wałów i poprzez bagno i chaszcze czołgać się począł ku jezioru. Już dotarł do brzegu i chciał znużyć się w chłodnej fale gdy dostrzegł zapełnione zbrojnymi czółna wrogów. Nie myśląc wiele uciął nożem grubą trzcinę, wsadził ją w gębę i zanurzył się w wodę. Udało się. Poczekał aż łodzie z knechtami brandenburskimi oddaliły się, a potem płynąc i brodząc wśród szuwarów dotarł na przeciwległy brzeg i skrył się w puszczy. Przed południem odnalazł wśród boru oddziały wojsk polskich. Nim jednak wyruszyła odsiecz już drugi dzień miał się ku końcowi.

- Nie zdążą na czas - martwił się Rak - a obrońcy pozbawieni wieści nie zdzierżą i gród poddadzą.

Uprosił więc dowódcę odsieczy o jak największy pośpiech, a sam ruszył z powrotem do Morynia.

Posługując się trzciną to płynął, to przekradał się po dnie pod wodą i wreszcie szczęśliwie przebrnął jezioro. tuż jednak pod murami grodu natknął się na straże brandenburskie.

- Wer da?! Krzyknął strażnik.

Nim się Rak spostrzegł, już kilku knechtów rzuciło się na niego by pojmać go żywcem. Rak wyrwał nadbiegającemu włócznie i wraz go przebił, lecz widząc, że nie zdoła się wrogom obronić, przyłożył ręce ku wargom i krzyknął, co miał tchu w piersiach:

- Tu Rak! Tu Rak! Idzie odsiecz! Wytrwajcie!...

Wstrzymali się na chwilę zaskoczeni przeciwnicy, lecz zrozumiawszy, że to jakaś wiadomość dla grodu, z wściekłością natarli na Raka.

- Wytrwajcie ! - zdołał krzyknąć raz jeszcze i z rozpłataną głową runął w fale jeziora.

Usłyszeli go jednak obrońcy i w mężnej walce dotarli do przyjścia pomocy. Odpędzono wroga połączonymi siłami, a pamięć o bohaterskim Raku przetrwała wiele pokoleń.
Opowiadają też, że nieraz w pogodne letnie noce wyłania się z fal jeziora olbrzymi rak, przybliża się do brzegu w kierunku miasta, a o świcie znów zanurza się w jeziorze.

Wśród ludu mówią, że jest to zaczarowana dusza dawnego obrońcy ,moryńskiego grodu - bohaterskiego RAKA.

 

Miejscowość Gądno na Facebooku


Zakład stolartski Chojna - www.angras.chojna.com.pl

Działki w Gądnie - SPRAWDŹ


login

hasło



Licznik
29608580 odwiedzających


DOM TYNK






Szukasz noclegu ? Napisz na adres:

turystyka@gadno.pl

Hotel świnoujście - Villa Herkules -  Wypoczynek nad morzem Hotel Świnoujście

Powered by Mambo